Pół roku pielęgnacji DIY

Hej 🙂 dziś chciałabym wam opowiedzieć trochę o pielęgnacji domowymi kosmetykami. Zanim jednak zacznę chciałabym zastrzec, że poniższe obserwacje i wnioski są oparte jedynie o moją skórę. Każda osoba będzie inaczej reagować na różne kosmetyki, włącznie z tymi domowymi.

Mniej więcej na przełomie stycznia i lutego skończyły mi się aktualne kosmetyki, te „sklepowe”. Z racji, iż w tym roku ograniczam zakupy kosmetyczne i ubraniowe do minimum, nie chciałam kupować żadnych kremów, lecz stworzyć coś ze składników, które posiadam w domu.

Pierwszym, co stworzyłam, było serum do twarzy na dzień. Zmieszałam w nim olej z pestek winogron, olej z pestek śliwki, olej zimno-tłoczony z siemienia lnianego oraz kilka kropel olejku lawendowego.

W tej butelce znalazł się mój tonik. Polecam wykorzystywać opakowania z ciemnego szkła, gwarantują dłuższą świeżość naturalnych kosmetyków.

Potrzebowałam także toniku, a więc zmieszałam wodę z octem jabłkowym (w proporcji 5:1) i dodałam kilka kropel olejku grejpfrutowego.

Wreszcie, konieczny w końcu był także olejek do demakijażu. Zrobiłam go z oleju z pestek winogron, oleju zimno-tłoczonego z lnu i oleju rycynowego. Dodałam do tego kilka kropel olejku lawendowego.

Wciąż mam jeszcze białą glinkę i maseczkę z alg od asoa, więc niczego nowego nie musiałam robić w tej kwestii. Maseczki stosuję raz w tygodniu, więc zużywają się dużo wolniej.  Twarz zdecydowałam się myć tym samym mydłem, co ciało – jest to „Len i rumianek” od 4szpaki.

Przygotowałam także dezodorant, ten sam co zawsze (skrobia + soda + olej kokosowy + olejek lawendowy) – jest po prostu niezawodny.

Dezodorant. Przepis: 2 łyżeczki skrobi, 2 łyżeczki sody i 3 łyżeczki oleju kokosowego. Można dodać kilka kropelek olejku eterycznego dla zapachu.

Taką pielęgnację stosowałam przez sześć miesięcy. Robiłam małe ilości domowych kosmetyków, które dorabiałam co około 10 dni, tak, aby się nie zepsuły (nie mają konserwantów). Przez ten okres nie pojawiły się u mnie żadne nowe wypryski (ani jeden), mimo iż zaczęłam przyjmować nowe leki hormonalne. Uważam to za ogromny sukces! Moja skóra pokochała minimalizm kosmetyczny w okresie zimowo-wiosennym. W okolicach kwietnia na dzień zaczęłam stosować olej z nasion marchwi (ma SPF 40). Moja skóra go polubiła.
Przez ten okres jedynie skóra pod oczami wyglądała nieco gorzej, lecz w moim przypadku okolice oczu zawsze były dość problematyczne.

Przyszło jednak lato, a wraz z nim upały. Niestety, domowe kosmetyki przestały wystarczać mojej skórze – zaczęła się przesuszać, była bardziej zanieczyszczona i wyglądała ogólnie niezdrowo. Zdecydowałam się więc na zakup żelu do twarzy, kremu i peelingu enzymatycznego od Jan Barba (po zużyciu kosmetyku można odesłać do nich butelki z prośbą o refill), a także masełka pod oczy od LeLo. Od tygodnia używam tych kosmetyków i już jest znaczna poprawa.

Wniosek z tego wyciągam taki, że można na spokojnie na jakiś czas zastąpić kosmetyki kupne takimi robionymi domowo, ale – przynajmniej w moim przypadku – są takie chwile, w których naturalne kremy o bogatym składzie i coś delikatniejszego do mycia twarzy, niż mydło, potrafią wiele zdziałać dla zdrowia skóry.

A wy? Czy robicie domowe kosmetyki?

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *