Zdrowe odżywianie to wyzwanie #3 czyli jak rozgryźć E

Hej hej 🙂 co tam u was? U mnie, jak to się mówi „po staremu”. Jedynie pracy dużo i nie mam czasu robić tego, co bym chciała 🙁 ale dziś udało mi się ukraść chwilę, żeby napisać dla was – mam nadzieję – wpis treściwy i konkretny na bardzo ważny temat, jakim są dodatki do żywności.

Co może zawierać żywność… poza żywnością? Wszystko co nie jest konieczne do stworzenia danego produktu (np. mąka w makaronie jest konieczna, kurkuma – już nie) jest dodatkiem, stosowanym w celu podbicia wartości organoleptycznych (wizualnych, smakowych, zapachowych) lub w celu przedłużenia ważności produktu.

Ogólnie najlepiej, żeby dodatków w danym produkcie było jak najmniej. Załóżmy, że kupuję jogurt. Będę szukała wówczas produktu, który zawiera jedynie mleko, śmietankę i żywe kultury bakerii (a unikałabym barwników, cukru, mleka w proszku). Wam oczywiście polecam to samo, ponieważ nie ma sensu płacić za coś, co ktoś dodał do produktu tylko po to, żeby zarobić na nieświadomym kliencie.

Z dodatków zazwyczaj nie oznaczanych przy pomocy „E” polecam unikać:

– mleka w proszku (pozyskiwanie mleka w proszku polega na odwirowaniu mleka, co produkuje śmierdzącą maź, a następnie „szambonurek mlekowy” wchodzi do kadzi i zdrapuje ze ścianek mleko w proszku… mniam.)
– skrobia modyfikowana (…chyba nie muszę tego tłumaczyć) – e1401
– guma guar (przykleja się do jelit, utrudnia trawienie) – e412
– tłuszcz palmowy (nawet ten ekologiczny i nieutwardzony – jego produkcja bardzo szkodzi środowisku)
– syrop glukozowo-fruktozowy (naprawdę już lepiej kupić produkt słodzony cukrem)
– maltodekstryna (stabilizator i zagęszczacz, który ma ogromny indeks glikemiczny i jest bardzo kaloryczny)
– kwas cytrynowy (regulator kwasowości, nie jest szkodliwy, ale za to na własne oczy widziałam jak wygląda jego produkcja, podczas której czarna pleśń z rodzaju Aspergillus wydziela ten kwas) – e330

Osobną kwestią są dodatki tzw. „chemiczne” do żywności czyli związki pełniące rolę stabilizatorów, regulatorów wilgoci czy kwasowości, konserwantów czy barwników. Poniżej znajdziecie fajną tabelkę (którą znalazłam na Wikipedii), w której spisane są wszystkie kategorie „E”:

100–199          barwniki
200–299          konserwanty
300–399          przeciwutleniacze i regulatory kwasowości
400–499          emulgatory, środki spulchniające, żelujące itp.
500–599          środki pomocnicze
600–699          wzmacniacze smaku
900–999          środki słodzące, nabłyszczające i inne
1000–1999      stabilizatory, konserwanty, zagęstniki i inne

Nie należy jednak popadać w paranoję, ponieważ np. e440 to po prostu pektyna (czyli związek naturalnie występujący w wielu owocach i warzywach).  Listę wszystkich „e” – łącznie z ich nazwami właściwymi – których polecałabym wam unikać, znajdziecie poniżej do ściągnięcia na telefon i wykorzystania w razie potrzeby.

Czy da się w ogóle jeść bez dodatków? Owszem – da się. Sądzę jednak, że mało kto ma taką możliwość. Wymaga to mianowicie dużej ilości czasu, gdyż trzeba wszystko przygotować samemu (chleb bez spuchniaczy, jogurt bez mleka w proszku – a najlepiej na mleku roślinnym, dżem bez gumy guar, keczup bez skrobi modyfikowanej…). Da się jednak ograniczyć ilość zbędnych dodatków, które są potencjalnie szkodliwe dla zdrowia – wystarczy wybierać produkty, które ich nie zawierają.

Życzę wam powodzenia na waszych następnych zakupach i do usłyszenia!

–> Pobierz listę dodatków, których lepiej unikać w składzie jedzenia: lista_killerów

No Comments

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *