Zero-waste na święta

Dzisiaj chciałabym pogadać o zero-waste/less-waste w kontekście świąt. Nie będę mówić tu tylko o prezentach, ale między innymi także o nich (w końcu są integralną częścią świąt). Opowiem o tym, co sama robię i co się u mnie sprawdza, jak zawsze 🙂

Niespodzianka pełna rozczarowania

Niespodzianki są super. Uwielbiam – nie, przepraszam, kocham niespodzianki.
Ale jeśli miałabym wybierać pomiędzy otrzymaniem chcianego prezentu, którego się spodziewam a niechcianej niespodzianki, to wybieram pierwszą opcję.
Uważam, że pytanie o to, co można komuś kupić na święta jest jak najbardziej okej! Chociaż widzę, że w wielu rodzinach to delikatny temat. U mnie w domu nigdy nie było problemu. Umiemy także sprawiać sobie niespodzianki – po prostu obserwujemy się uważnie, słuchamy tego, co mówi druga osoba. Zadajemy czasami pytania „na podpuchę” – czyli „ooo zobacz jakie to ładne!” „faktycznie, śliczne! Chciałabym mieć coś takiego!” (i tu w głowie zapala się lampka BINGO :D).
Nie ma sensu kupować czegoś, co się zmarnuje. Lepiej zapytać i kupić coś, z czego ucieszy się druga osoba.

Podaruj przeżycia

Opcją, która nie generuje dodatkowych śmieci, a za to generuje wspomnienia jest zaoferowanie wspólnego przeżycia – wyjścia do teatru, wyjazdu w góry, SPA itd. Możliwości jest bardzo dużo. Możemy także komuś podarować pojedyncze vouchery np. na kurs ceramiki. Uważam, że to naprawdę świetna sprawa i mam nadzieję, że trendy prezentowe będą powoli szły w tym kierunku.

Na bogato – na pstrokato

Minimalizm wydobywa piękno z naszego otoczenia, zamiast je przytłaczać. Dlatego zachęcam do niekupowania milionów ozdób świątecznych i zainwestowania w dwa czy trzy rękodzielnicze produkty, które starczą na lata.

Poza lampkami świątecznymi (2 łańcuszki) mam jedynie odziedziczony po mamie albo babci obrus świąteczny i ręcznie malowaną choinkę – całą z drewna. Zdjęcie pokazuję poniżej.


Jeśli chcecie mieć w domu dużą choinkę, warto kupić taką z plastiku, a nie żywą. Plastikowa starcza na wiele lat i jest lepszym (choć nie idealnym) rozwiązaniem niż zabijanie żywego drzewa dla dekoracji.

Dwanaście potraw – to zaledwie przystawka

Marnowanie jedzenia w święta to, niestety, wciąż standard w polskich domach. Nie rozumiem tego zwyczaju gotowania więcej, niż się da zjeść. Przecież jak zrobimy mniej to dla nikogo nie zabraknie! Można jak najbardziej ugotować dwanaście potraw, ale przecież każdy zje po trochu, więc nie musimy gotować wszystkiego na kilogramy. U mnie na świątecznym stole zawsze są wszystkie potrawy, które lubimy – pierogi z kapustą i grzybami, grzybowa, kapusta z grochem… i każdej z nich jest tylko trochę. Zawsze dla wszystkich starcza.

Mój ostatni apel do was w tym poście: jeśli chcecie zjeść karpia w święta, to nie musicie kupować go żywego w sklepie. Dla karpia to tortura. Rozumiem, że można na święta zjeść rybę, ale można ją potraktować w bardziej humanitarny sposób.

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *